Poranek po imprezie
Pierwszą rzeczą za jaką się wziąłem było wturlanie się do cieplutkiego łóżka. Całe szczęście nie męczyłem się z uśnięciem. Zasnąłem w mig. Przebudziłem się parę godzin później. Całe szczęście nie doskwierał mi już ból głowy. Przed snem zapomniałem nastawić budzik tak więc samodzielne przebudzenie się o godzinie 6.00 rano uważam chyba za cud. Gorsze było jednak to, że nie chciało mi się w ogóle wstawać. Leżałem przez dłuższy czas wpatrzony w sufit. W końcu przemogłem się. Czym prędzej polazłem pod prysznic. Godzinę po wstaniu na nogi zajrzałem do lodówki w celu przyszykowania sobie czegoś do zszamania. Co mnie bardziej zaskoczyło – owa lodówka świeciła pustkami. Gdybym zbudził się 2 godziny później udałbym się na czczo do tego Poznania. Ubrałem się i poszedłem do pierwszego lepszego spożywczego. Na ulicach nie było praktycznie nikogo. Pustki. Międzychód nie zbudził się jeszcze. Udałem się do tak zwanego „ śledzika” leżącego nieopodal Piłsudzkiego. Otwierając drzwi szklane klamką przekroczyłem próg sklepu. Rozglądałem się wokół za jakimś tanim obkładem. Z kantorka wylazła pani ekspedientka, która w miarę szybko mnie obsłużyła sprzedając parę bułek, pasztet, cukier i kawę. A propos, przypomniał mi się taki żart bądź anegdota o studentach.

Jaki jest najbardziej popularny pokarm studentów ? Chleb smarowany nożem. Oczywiście coś w tym jest. Żarcik przedstawia stereotypowy wizerunek przeciętnego studenta – wiecznie spłukanego skrupulatnie kalkulującego co tańsze będąc powiedzmy w spożywczym. Po zrobieniu sobie śniadania przystąpiłem do przeglądnięcia notatek. Moim punktem zainteresowania był głównie bliski wschód i jego historia. Tego dnia odbywał się egzamin ustny z tego materiału. Poniekąd obawiałem się jak mi pójdzie. Nigdy nie zaliczałem żadnej sesji na uczelni. Już widzę te grupki wiecznie zestresowanych, żeby nie powiedzieć spanikowanych studentów. Trochę śmieszny widok. Miałem zamiar trochę się odstresować przed egzaminem. Będąc już w autobusie odpaliłem Rotting Christ ze swojej magicznej mp3. W drodze do Poznania rozluźniałem się w momencie którym za pewne reszta dreptała w te i wewte zakuwając materiał. Mam cichą nadzieję, że jednak ta przedegzaminowa psychoza mnie nie dotknie, że nie udzieli mi się w żadnych, nawet najdrobniejszym stopniu.
Tagi: drzwi szklane, egzamin ustny, Międzychód, notatki, sklep spożywczy, żart